fbpx

Plagi Breslau, czyli mogło być nieźle (SERIO), a wyszło jak zawsze.

Patryk Vega — Plagi Breslau. Czytał Tomasz Knapik (tak naprawdę to nie).

Nowy film Patryka Vegi obejrzałem przez czysty przypadek. Po prostu nie mogłem spać i nie wiedziałem co włączyć, a że od jakiegoś czasu wszędzie trąbi się o wielkim końcu Showmaxa, to wyświetliła mi się informacja o tymże filmie.

Po każdej nowej produkcji Vegi spodziewamy się niemal tego samego, tylko gorszego i bardziej żenującego. Nie jest to żadna nowość i wydaje mi się, że stało się to już normą. Jeśli już oglądamy, to raczej dla beki (poza wielkimi fanami twórczości pana Patryka, ale przecież są też ludzie, którzy lubią Greya — nie mylić ze mną).

Tu jednak wielkie zaskoczenie.

Film ma fabułę. Fabuła jest ciekawa. Chcę się dowiedzieć, co będzie dalej.

Plagi Breslau zaczynamy od mocnego początku. Trup zaszyty w skórę byka, pędzący koń, który tratuje na swojej drodze każdego, kogo tylko napotka i… Oświeciński, który robi sobie bez przerwy selfiaczki. Na szczęście szybko dostaje strzała w głowę od konia (dzięki BoJack) i wylatuje gdzieś na dalszy plan.

Historia wydaje się ciekawa, bo ma dobre fundamenty. Film powiela trochę schematy z innych znanych produkcji, ale za to udanych i mogłoby się wydawać, że nie ma prawa się nie udać.
Seryjne morderstwa, które przypominają te dokonane setki lat temu w tym samym mieście.
Zawiła i intrygująca tajemnica, no i w końcu całkiem nieźle zagrane role.

Tak jest mniej więcej do połowy filmu, może trochę krócej, ale akcja idzie do przodu, zachowując logikę i sens. Jednak potem, tajemnicza (meh) postać (Daria Widawska), która pomaga Kożuchowskiej rozwiązać sprawę, krok po kroku psuje film. Jest niesamowicie irytująca i wszystkowiedząca. Jak nie daje bez przerwy świetnych rad, to zaciera rączki i masuje nogi Oświecińskiego. Swoją drogą jestem ciekawy czy było fajnie.

Miało być tak pięknie…

Potem niestety dostajemy wszystko na tacy. Wiemy, kto stoi za morderstwami i pozostaje tylko go złapać. Dla mnie w tym momencie film się skończył. Stracił całą początkową intrygę i stał się miałki. Właściwie wiemy, co będzie dalej i cała radość z tego, że Patryk Vega w końcu zrobił dobry film, ulatuje.

W filmach opartych na pewnej tajemnicy, która tak naprawdę ciągnie całą akcję naprzód, nie powinno się robić tego, co zrobił Patryk Vega. Szczególnie jeśli historia nawiązuje do przeszłości i podobnych zbrodni sprzed lat.
Ogromnie żałuję, że tak się stało, bo zapowiadało się bardzo ciekawie. Liczyłem, że ten wątek, do którego nawiązują morderstwa, zostanie lepiej przybliżony i że do samego końca napięcie będzie rosło.

Zamiast tego, ostatecznie dostajemy nie najgorszy film, który mimo początkowego potencjału nie potrafił się do końca obronić.
Do tego dziwne ujęcia kamery, przesadzona muzyka mająca budzić napięcie i sceny rodem z dawnych gier platformowych, w których skaczemy przez beczki.

Polecam zajrzeć do PigOuta, który również naskrobał coś na ten temat.

Napisz do mnie