Iron Fist sezon 1 – wielkie rozczarowanie

W roku 2015 Netflix wypuścił pierwszy sezon serialu Daredevil. Wiele osób na to czekało zważywszy na to, jak wyglądał film poświęcony temu bohaterowi (główną rolę grał wtedy Ben Affleck). I wyszło dobrze. Serial był mroczny, brutalny i co najważniejsze ciekawy. A Charlie Cox jako nowy Matt Murdock wypadł znakomicie.

Chwilę później wyszedł kolejny serial Marvela, tym razem o Jessice Jones. I tym razem fabuła była niezła, główna bohaterka (Krysten Ritter) dobrze zagrana, a klimat już nie tak mroczny, jak w Daredevilu, ale nadal bardzo intrygujący.

No i wreszcie Luke Cage, 3 serial o bohaterze, który okazał się zupełnie inny od poprzednich. Twórcy świetnie pokazali Harlem i afroamerykańską kulturę oraz tytułowego Luka, który chce wykorzystać posiadanie zdolności do pomocy „swoim ludziom”, jednocześnie nie roszcząc sobie praw do bycia superbohaterem.

Ale przyszedł ten nieszczęsny rok 2017 i nowa produkcja Netflixa

Iron Fist

Po wielu latach do swojego rodzinnego miasta powraca właściciel dużej firmy, syn założycieli, superbohater. Przypomina wam to coś? Oliver Queen? Arrow?

Chodzi sobie ten nasz Danny Rand boso po ulicach Nowego Jorku, słucha muzyki z iPoda i przebrany w cosplay bezdomnego idzie prosto do firmy, której powinien być właścicielem. I choć głupio to brzmi, wstęp ogląda się całkiem przyjemnie.

Danny dowiaduje się niepokojących rzeczy na temat swojej firmy i organizacji, którą jako Iron Fist ma za zadanie zniszczyć. Mowa oczywiście o „Ręce”. Znamy ją między innymi z Daredevila. Niestety cała otoczka tajemniczości, władzy i siły, jaką miała „Ręka” w Daredevilu, prysła. Twórcy podają nam wszystko na tacy, jak małym dzieciom.

Macie małe gnojki, patrzcie. „Ręka!”, oni są źli. A to jest Madame Gao. Ona jest zła, ale teraz Iron Fist pokona Madame Gao i ona już nie będzie groźna.

Beznadziejną fabułę ratuje jedynie Finn Jones wcielający się w Iron Fista. To dzięki niemu obejrzałem serial, a miałem ochotę wyłączyć po 5 odcinkach. Jego rola była na tyle ciekawa, że chciałem zobaczyć, jak rozwinie się dalej.

Jednak zachowanie głównego bohatera chwilami stawało się bardzo komiczne i nienaturalne. Podejmował głupie decyzje i wszystko robił pod wpływem emocji, a przecież przez ostatnich 15 lat pobierał nauki w klasztorze w Kunlun. Uczył się jak panować nad sobą i decydować rozsądnie, lecz gdy dochodziło do trudnych sytuacji, zachowywał się gorzej niż przeciętny człowiek.

Na szczęście Danny miał wsparcie, którym okazała się Colleen Wing (w tej roli Jessica Henwick), świetna wojowniczka, która pomogła naszemu protagoniście w niejednej walce. Chociaż pod koniec i ona zaczęła myśleć jak kamikadze. Jedno jest pewne, dobrali się idealnie.

Nie pasowała do nich za to Claire Temple, która okazała się dla mnie największym rozczarowaniem. Postać, która przewijała się do tej pory w każdym z poprzednich seriali, w tym była najmniej ciekawa i bardzo irytująca.

Z kim mam walczyć?

Nie ma superbohatera bez żadnych zdolności, nie ma też superbohatera bez antagonisty. Iron Fist takiego nie miał. Wiadomo, jego zadaniem była walka z „Ręką” ale jak wspominałem wcześniej cała „magia” tajemniczości gdzieś się zapodziała po drodze.
Główny bohater nie ma przeciwnika i żadnego celu. Właściwie nie wiemy, po co uciekł od mnichów z Kunlun i co zamierza zrobić. On też tego nie wie.

Niestety, Iron Fist nie jest dobrym serialem jako oddzielna historia, ale nie jest też dobry jako wstęp do zapowiadanego Defenders. Właściwie mogłoby go nie być, bo nie wnosi nic ciekawego, ale też psuje pewien klimat, który stworzyły poprzednie produkcje. Liczę jednak po cichu, że gdy wszyscy bohaterowie spotkają się we wspólnym serialu to i Danny będzie miał coś ciekawego do pokazania.

  • Ojejjj… Mi się natomiast „Iron Fist” bardzo podobał, ale już doszłyśmy ze znajomą, że jest na to wytłumaczenie 😉 Nie znam zbyt wielu dzieł Marvela, więc dlatego ten serial polubiłam. Poza tym, skłonił mnie do przemyśleń, co uważam za wielki plus.

    • Jeżeli lubisz ten serial to pozostałe na 100% Ci się spodobają 🙂

  • Daredevil oglądałem. Mam Netflixa na pilocie od tv ale jeszcze go nie odpalałem, cały czas zastanawiam się czy warto. Po takiej recenzji zostawię go w spokoju.

    • Ale zostawisz w spokoju Netflix czy sam serial? Bo jeśli chodzi o Netflix to jest tam cała masa genialnych seriali 🙂

      • Jeszcze się tam nie logowałem. Jakoś nie mogę się przekonać.

        • Tu możesz sprawdzić jakie filmy i seriale są dostępne na Netflix: https://upflix.pl/
          Poza tym pierwszy miesiąc jest darmowy. Potem można zrezygnować. Ja zostałem na dłużej. 🙂

  • Nie widziałam i nie zamierzam. Jest tyle innych seriali do obejrzenia, nadal mam tyły 🙂

  • Widziałam, i podobnie jak Ty miałam ochotę odpuścić po kilku odcinkach – tylko szkoda było mi straconego do tej pory czasu, stwierdziłam, że już wolę sie przemęczyć i obejrzeć do końca. Arrow też oglądam, ale ta ostatnia seria jak dla mnie jest juz maksymalnie przesadzona… ciekawe czy będzie kolejna?

  • Piotr Nosal

    A mi się właśnie podobał 😉 nie podobał mi sie Luke Cage 🙂

  • Meh, wiedziałam, że będzie coś nie tak z tym serialem, więc koniec końców nawet na pierwszy odcinek nie zerknęłam (jakoś trailery już mnie zniechęciły, bo – jak sam piszesz – zbyt dużo podobieństw do innych „bohaterów”). Szkoda, bo mi osobiście bardzo brakuje dobrego, netflixowego tasiemca z dobrym, wiarygodnym i ciekawym superbohaterem;c

  • Bookowa Dziewczyna

    Dużo negatywnych głosów słyszę odnośnie tego serialu, a ja mam odmienne zdanie. Główny bohater, dla mnie na plus. Od początku go polubiłam. Im dalej w las, tym bardziej wkrecałam się w fabułę, która według mnie jest całkiem spójna. Pojawia się jakaś tajemnica. Mamy czarne i białe charaktery, oraz postacie ciężkie do zdefiniowania. Zdecydowanie oglądałam dużo gorsze produkcję 😉

Zapisz się na Newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl