„Zabij mnie tato” – Stefan Darda

Zdzisław Mokryna, emerytowany policjant przeprowadza się z Miasta Wojewódzkiego do Rykowa, gdzie chce wieść spokojne życie.
Jak mawiają niektórzy Ryków to „dziura w dupie świata”. Nie ma tu właściwie nic do roboty. Nic się nie dzieje. Przestępczość kończy się na głośnym żulu spod sklepu.
Zdzisław początkowo pragnie spokoju i nie planuje się z nikim zaprzyjaźniać, ale już na początku swojego pobytu w Rykowie poznaje Kamila Szykowiaka i jego rodzinę.
Kamil z żoną prowadzą tu pizzerię Isabella e Camillo. Mają trzy córki i wiodą na pozór szczęśliwe życie.

Do czasu.

Pewnego dnia najstarsza z córek Kamila, Wiktoria, wraca razem z młodszymi siostrami do domu. Gdy są już jakieś 200 metrów od celu dziewczyna spotyka znajomych
i zostawia Julkę i Olę wiedząc, że same na pewno dojdą na miejsce.

Jednak tak się nie dzieje.

Dziewczynki znikają bez śladu. Nikt nie wie gdzie są ani co się im stało.
Rodzina jest zrozpaczona.
Zdzisław postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Niedługo potem dzięki znajomościom dowiaduje się, że psychopatyczny zabójca,który wyszedł z więzienia zniknął.

Zaczynają się żmudne poszukiwania…

Stefan Darda znany jest głównie z pisania horrorów. Często jest nazywany „polskim Stephenem Kingiem”. „Zabij mnie tato” to tak naprawdę debiut w jego wykonaniu. Pierwszy thriller jaki napisał. Wiecie, bez elementów paranormalnych.

Do przeczytania zachęciło mnie to, że po pierwsze już wcześniej miałem kontakt z tym autorem przy okazji czytania „Domu na wyrębach”. Książka mnie zachwyciła, więc postanowiłem sięgnąć po następną.

Po drugie Darda mieszka w Przemyślu, więc głupio jest nie znać twórczości pisarza ze swojego miasta.

Ok, ale do rzeczy.

„Zabij mnie tato” to nietypowy thriller. Zaczyna się dość zabawnie. Zdzichu (tak został nazwany przez Szykowiaka) poznaje Kamila, który jest przezabawnym człowiekiem. Razem spotykają się u niego w pizzerii i prowadzą konwersacje na różne tematy. Nie brak tu oczywiście towarzystwa alkoholu.

Jednak, gdy znikają dziewczynki atmosfera znacznie się zagęszcza. Mamy dramat rodzinny a w tle nieudolne poszukiwania.

Pierwsza połowa to właściwie dramat psychologiczny, z dużym naciskiem na emocje i stan psychiczny bohaterów. Nie tylko tych głównych ale i pobocznych. Klimat jest dość trudny.
Często w czasie oglądania przykrych wiadomości w telewizji próbujemy sobie wyobrazić jak się czuje rodzina, której dziecko zaginęło. Tu mamy dwa zaginięcia naraz.
Dwie córki zniknęły, trzecia 13-letnia czując się winna ma myśli samobójcze. Ta połowa jest bardzo trudna w czytaniu bo zdarzają się tu rzeczy, po których autentycznie, musiałem przerwać czytanie i wstać od książki żeby pozbierać myśli.

Pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że każda postać w tej książce jest oryginalna. Nie płaska i bez wyrazu jak to często bywa z postaciami drugoplanowymi, ale bardzo interesująca.

Druga połowa to już thriller w pełnej krasie. Zaczyna się prawdziwe śledztwo, mamy nowe poszlaki oraz dowiadujemy się informacji, po których gęba opada tak nisko, że wyglądamy jak idioci.
Pojawiają się wątki związane z rządzącymi, organami ścigania i naszym chorym, polskim prawem.

Książkę skończyłem czytać jakieś 1,5 tygodnia temu i nie mogłem poukładać sobie w głowie tego co właśnie przeczytałem. Miałem wrażenie, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Stefan Darda dał czytelnikom bardzo realistyczną opowieść, dziejącą się w Polsce, z normalnymi ludźmi i małą społecznością w tle. To pozycja obowiązkowa dla każdego.

„Zabij mnie tato” dostaje ode mnie ocenę 9/10 i ląduje na półce w oczekiwaniu na spotkanie autora i kto wie, może jakiś autograf.

Zapisz się na Newsletter

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

FreshMail.pl
 

FreshMail.pl